Panele słoneczne w bloku – ładowanie telefonu

Panele słoneczne w bloku w Korei Północnej w Pyongyang

Mieszkając w bloku, nie bardzo mam miejsce na zainstalowanie wiatraka albo montaż dużych paneli słonecznych (chociaż w Korei Północnej jakoś dają radę – patrz zdjęcie, źródło: Reuters). Ale czy nie byłoby świetnie, gdybym mógł sobie sam produkować prąd na własne potrzeby? Chciałem więc do tematu podejść małymi krokami – szukając sposobów na zasilanie pojedynczych urządzeń. Moja lista kandydatów przedstawia się następująco:

  • telefon
  • komputer
  • monitor
  • klawiatura
  • myszka
  • telewizor (jeśli ktoś ma)
  • szczoteczka do zębów
  • oświetlenie

Postanowiłem zacząć od mojego dość leciwego iPhone’a 5s. Oczywistym wyborem były ładowarki na energię słoneczną – jest ich na rynku całkiem dużo. Jak się jednak okazało, nie wystarczy pójść do sklepu i kupić pierwszą z brzegu…

Problemem jest to, że zużycie energii we współczesnych telefonach jest gigantyczne, co przekłada się na pojemność baterii – w moim iPhonie jest to 1560 mAh. Przy napięciu 5V (w USB), odpowiada to 7,8 Wh. Z fizyki:

Moc = napięcie x natężenie prądu 

Typowe natężenie prądu w ładowarkach do telefonów to 1A, możemy więc dostarczyć max. 5V x 1A = 5 W na godzinę. Telefon będzie się więc ładował 1,5-2h. Jeśli chcemy osiągnąć podobny czas ładowania z ładowarki słonecznej, musi ona mieć podobną moc. Jak jednak wynika z testów (chociażby tutaj), dobre ładowarki słoneczne w naszym klimacie osiągają ok. 50% mocy nominalnej (słoneczny kwietniowy dzień w Niemczech). Jeśli pogoda jest słaba, ładowarka jest za oknem albo nie jest dobrze ukierunkowana względem promieni słonecznych, efektywność spada jeszcze bardziej. Do tego dochodzi kolejna kwestia – natężenie prądu. Panelem słonecznym chcemy zasilić powerbank – zazwyczaj telefon ładujemy w nocy, a energię gromadzimy w ciągu dnia więc trzeba ją gdzieś przechować. Mocne powerbanki potrzebują znacznych natężeń prądu, które z kolei wymagają paneli o dużej mocy.

Dlatego po wielu godzinach czytania moja konkluzja była taka: panel słoneczny musi mieć ok. 20W żeby nadał się do sprawnego ładowania w miarę energochłonnego smartphone’a i to przez szybę okienną (pochłaniającą do 50% promieniowania UV). Od razu odpadają więc tanie ładowarki z dyskontów i generalnie produkty zintegrowane (panel + bateria), takie jak ten:

Producent deklaruje, że pełne naładowanie wbudowanego powerbanka (10 000mAh) może zająć ok. 20 godzin w pełnym słońcu, a jest to i tak dość optymistyczna kalkulacja biorąc pod uwagę wielkość (=moc) wbudowanego panelu.

Trzeba więc sięgnąć po opcję alternatywną: osobny, dość duży panel + mocny powerbank. Jest kilka firm sprzedających gotowe zestawy, najlepiej oceniane to:

  • Goal Zero
  • Voltaic Systems

Moc paneli w Goal Zero jest jednak niska, a produktów Voltaic praktycznie nie da się kupić w Europie…

Szukamy więc dalej – na Amazon.co.uk można kupić dość tanie panele słoneczne, do których można po prostu dobrać powerbank. Do wyboru mamy:

Wszystkie wyglądają niemal identycznie, kosztują 40-50 funtów i mają podobną moc. W Internecie można znaleźć mnóstwo recenzji, ogólnie Anker, RAVPower i EasyAcc dominują, przy czym EasyAcc ma zdecydowanie najwyższą moc nominalną. Dla mnie istotna była waga paneli – na tym polu pomiędzy poszczególnymi produktami występują zauważalne różnice (od 600g w Anker do 900g w EasyAcc). Ale ogólnie rzecz biorąc, każda z wymienionych opcji powinna zdać egzamin.

Do tego trzeba dokupić powerbank. Wybór jest ogromny, ja kierowałem się zasadą im większy, tym lepszy – energia zgromadzona w słoneczne dni pozwoli nam przetrwać dni pochmurne. Omijałbym modele największe – pod 30 000 mAh, bo mogą wymagać dużych prądów ładowania, których panel słoneczny nie dostarczy przy słabym natężeniu światła. Warto też poczytać recenzje i fora, i kierować się opiniami użytkowników żeby potwierdzić, jaki zestaw spełnia swoje zadanie.

Mi podjęcie decyzji zajęło mnóstwo czasu, ale ostatecznie stanęło na komplecie: Anker 21W + Anker PowerCore+ 20100. O rezultatach pierwszych testów dowiecie się niedługo 🙂

Nie poruszałem dotychczas tematu ceny takiej „słonecznej ładowarki” – ten zestaw będzie kosztował ok. 100 funtów, czyli trochę ponad 500 zł. Oczywiście nie należy liczyć na to, że ta inwestycja się „zwróci” – moje pobieżne obliczenia wskazują, że przy obecnych cenach energii okres zwrotu to byłoby ponad 260 lat… Ale po pierwsze, będę mógł tej ładowarki używać także w miejscach, gdzie dostęp do prądu jest ograniczony. Po drugie, satysfakcja z posiadania własnej mini-elektrowni jest bezcenna. Po trzecie, trzeba wspierać rozwój technologii fotowoltaicznej – komputery też kiedyś kosztowały tyle, co porządny samochód! A w dłuższej perspektywie, panele słoneczne to jeden z nie tak wielu sposobów na uratowanie naszej planety przed zagładą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.